Jezus mówi: To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem.

J 15,9-13

Pobierz z Google PlayPobierz z App Store

Aktualności: Wywiad z permanentem z Taizé


W dniach 8-15 czerwca gościliśmy we Wrocławiu permanenta z Taizé. Isaac - "Brazylijczyk z krwi i kości" - już czternaście miesięcy mieszka razem z braćmi w wiosce i uczestniczy we wspólnocie. Przez tydzień we Wrocławiu odwiedzał uczniów kilku wrocławskich liceów oraz studentów i przybliżał młodzieży czym jest Taizé i dlaczego warto tam pojechać. Razem z nim w spotkaniach uczestniczyli studenci z wrocławskich duszpasterstw akademickich i parafii, którzy opowiadali o swoich doświadczeniach związanych z Taizé. Z Isaac'kiem rozmawia Karol Białkowski.

K.B.: Jesteś już 14 miesięcy w Taizé...

I.: Tak, jestem już 14 miesięcy w Taizé we Francji. Ale wcześniej miałem kontakty z fraternią w Brazylii. Byłem tam dwa razy. Za pierwszym razem przez 4, a za drugim razem przez 3 tygodnie, a potem przyjechałem tutaj. Na początku miałem być tylko przez 3 miesiące, ale teraz już jestem 14 mesięcy.

K.B.: Dlaczego przyjechałeś do Taizé? Pochodzisz Sao Paulo - to strasznie daleko od Francji.

I.: Tak, moje miasto jest bardzo daleko od Taizé, ale też jest bardzo daleko od fraterni w Brazylii. Fraternia w Alagonia jest na północy i jedzie się tam ode mnie z domu 36 godzin autobusem. Wszyscy mnie pytają "dlaczego", ale jest bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie. Próbuję znaleźć drogę do Boga. Moja mama mówi: oddaj swoje życie w ręce Boga. Ja próbuje tylko zrozumieć, co jest dla mnie w tym momencie przeznaczone. Przyjechałem do Europy na 3 miesiące, ale później pomyślałem, że dobrze byłoby zostać tu na dłużej. Teraz jestem już w Taizé 14 miesięcy i to nie dlatego, że dla Brazylijczyka miło jest być w Europie i chodzić po europejskich szkołach. Ja się bardzo wiele nauczyłem o sobie, o innych kulturach, nauczyłem się szanować innych, bycia razem i myślenia o tym jak uczynić świat lepszym.

K.B.: Zanim dowiedziałeś się o Taizé byłeś nauczycielem...

I.: Ja jestem nauczycielem sztuki w Brazylii. Zostałem nauczycielem, bo taka była wola Boga. Zacząłem prace z dziećmi i latem kończyłem studia w Sao Paulo. W tym czasie spotkałem Jezuitów i wziąłem udział w pewnym pięknym programie dla młodych ludzi, którym opiekowali się Jezuici i siostry zakonne. I wtedy zacząłem się zastanawiać jak połączyć naszą codzienność ze sztuką i Bogiem. Rozpoczęliśmy warsztaty dla młodych, na których próbowaliśmy połączyć te dwie rzeczywistości.

K.B.: Następnie trafiłeś do Alagonia. Co tam poczułeś? Myślę, że to było coś wyjątkowego...

I.: Tak, to było bardzo specjalne, ale to nie tak się zaczęło. Na początku nie miałem co zrobić z wolnym czasem na wakacje. Po prostu się nudziłem. Jedna z sióstr z którymi pracowałem zaproponowała mi wyjazd do pomocy braciom. Powiedziałem, że to jest możliwe. Na początku nie chciałem jechać, ale potem zdecydowałem się pomagać dzieciom z północy Brazylii. To był pierwszy raz gdy udałem się na północ, spotkałem tamtejszych ludzi, pracowałem z tamtejszymi dziećmi. To było ciężkie doświadczenie, bo życie na północy jest inne. Po prostu północ jest biedniejsza od południa. Na końcu jednak byłem pełen pokoju i radości. Wtedy zapytałem jednego z braci, czy mogę wrócić tu za rok. Brat odpowiedział, że jeśli tylko chcę mogę przyjechać. Za drugim razem to było niesamowite. Po roku te małe dzieci się zmieniły i ja też się zmieniłem. Za pierwszym razem miałem długie włosy, a po roku krótkie. Jednak nawet po tej zmianie, jak przyjechałem, dzieci rzuciły się na mnie i mnie wyściskały. Drugiego mojego pobytu w Alagonia też nie zapomnę, on też był wyjątkowy. Po moim powrocie do Sao Paulo, spotkałem jednego brata z Taizé, który zaproponował mi pobyt we Francji przez trzy miesiące. Ja mu powiedziałem, że nie chcę, bo miałem bardzo wiele rzeczy rozpoczętych w Sao Paulo i nie chciałem ich zostawiać. Życie w Sao Paulo jest bardzo szybkie i szalone. My mówimy, że "czas to pieniądz", bardzo wiele pracujemy nawet 24 godziny, nie śpimy bo nie jest to niezbędne. Powiedziałem "nie", bo miałem wtedy dwie prace, zarabiałem pieniądze, uznałem, że to nie jest dobry pomysł na ten czas. Brat powiedział, że nie ma problemu, ale zaproponował, abym porozmawiał z innym bratem, który jest odpowiedzialny za Taizé w Brazylii, z bratem Michael'em. Dla mnie jest to fantastyczna osoba, miła i spokojna. Mówi bardzo spokojnie. Zastanawiałem się jak mam z nim rozmawiać. Napisałem bardzo długiego maila, w którym wyjaśniłem jaka jest moja sytuacja. On odpisał tylko tyle, że czekamy na Ciebie w Taizé w przyszłym roku. Po roku wyjechałem do Francji. Przyjechałem do Taizé zupełnie nieprzygotowany, nie umiałem mówić po angielsku, ani po francusku. Teraz mogę rozmawiać po angielsku z Wami, Polakami. To jest fantastyczne! Czulem się jak w domu, bo odkryłem mnóstwo braci i sióstr ze wszystkich stron świata: z Polski, z Niemiec, z Japonii. Nie zapominam jednak o dzieciach z Brazylii, z Alagonia.

K.B.: Taka jest Twoja droga do Taizé, ale jak jest w samej wiosce, w Taizé? Jak tam wygląda życie? Mieszkasz tam już czternaście miesięcy i wydaje mi się, że wiesz już wszystko na temat Taizé...

I.: Nie mogę powiedzieć, że wszystko wiem, ale wiem dużo. Są trzy możliwości życia w Taizé. Pierwszą opcją jest przyjazd do wioski na tydzień, aby spędzić czas z samym sobą, aby się pomodlić razem z innymi, pomyśleć o Bogu, aby mieć czas, by porozmawiać o Piśmie Świętym. Drugą możliwością jest przyjazd na dłuższy czas, by być tzw. prermanentem, czyli wolontariuszem, który pomaga braciom w pracy. Ostatnią możliwością jest zostanie bratem z Taizé i żyć tak jak oni.

K.B.: Jesteś już tam bardzo długo. Zostaniesz bratem z Taizé?

I.: Nie sądzę. Chociaż wszyscy permanenci mają taką możliwość. Ja jednak myślę, że to nie moja droga. Mam wielu przyjaciół tam w Taizé, wolontariuszy, którzy myślą bardzo często o tym by zostać braćmi z Taizé. Bardzo mnie to cieszy, że mam kontakt z tymi osobami

K.B.: Jak tam żyjecie? Co jecie? Myślę, że bardzo ciężko jest przygotować jedzenie dla 5, czy 6 tysięcy ludzi w lecie...

I.: Tak. Ale najważniejszą rzeczą, sercem Taizé jest kościół. Mamy trzy modlitwy w ciągu dnia: rano, w południe i wieczorem. Wszystko co się dzieje w Taizé jest wokół tych modlitw. Na przykład śniadanie jemy dopiero po modlitwie porannej. Jest to bardzo dobre doświadczenie. Jak tylko wstaniemy, pierwszą rzeczą jaką robimy jest pójście do kościoła na modlitwę. Po modlitwie południowej mamy lunch, a o 19 jemy kolację. Mamy bardzo rozbudowane struktury jeśli chodzi o wydawanie posiłków dla wszystkich. Oczywiście potrzebujemy ludzi, którzy nam w tym pomogą, a przebywają w Taizé. My, permanenci, jesteśmy od pilnowania by wszystko było dobrze zorganizowane. Mamy tam ogromną kuchnię, jest tam jedna dziewczyna, która jest odpowiedzialna za gotowanie. Ona zawsze potrzebuje 6 do 8, a w czasie największego ruchu w Taizé nawet od 12 do 15 silnych chłopców do pomocy w gotowaniu. Po gotowaniu organizujemy "linię dystrybucyjną", a po jedzeniu prosimy ludzi, którzy przebywają w Taizé (wyznaczonych) do pomocy przy myciu naczyń. Wszystko działa w podobny sposób. Mamy czas na modlitwę, potem na jedzenie, na pomoc w niezbędnych pracach. Każdy kto przyjeżdża jest proszony o pomoc w pracy. Na przykład, niewielu sobie zdaje sprawę z tego, że mamy dużo toalet w Taizé. Musimy je czyścić. My, permanenci, razem z młodymi, którzy przyjeżdżają na tydzień idziemy je czyścić. Jest to jedna z dróg wspólnej modlitwy.

K.B.: Powiedziałeś, że wszystko robicie razem. Czy wszystkie osoby przyjeżdżający do Taizé pracują?

I.: Tak, każda z młodych osób przyjeżdżających do Taizé mają wyznaczoną pracę. Można trafić dwojako. Albo idzie się na rozważania biblijne rano i pracuje się popołudniu, albo pracuje się rano a na rozważania idzie się popołudniu. Dla braci bardzo ważne jest rozważanie Pisma Świętego - to jest czas kiedy słuchamy o Ewangelii i rozmawiamy o naszych odczuciach i przemyśleniach bez mówienia o tym, czy są one dobre, czy złe. A potem mamy różne prace do wykonania. Zarówno praca jak i rozważania trwają od 2 do 3 godzin. Rozważanie wygląda w ten sposób, że najpierw jeden brat prowadzący tlumaczy nam fragment Pisma Świętego, a potem dzielimy się na mniejsze grupy, które pod przewodnictwem wyznaczonych liderów rozmawiają na różne interesujące tematy.

K.B.: A co z zabawą i imprezami? Myślę, że młodzi ludzie podczas wakacji oczekują również zabawy...

I.: Tak, ja powiedziałem, o pracy, o dyskusjach nad Ewangelią, ale oczywiście mamy też dużo wolnego czasu. Wioska i okolica jest bardzo piękna. W pobliżu znajduje się jezioro, przy którym można odpocząć w ciszy. Jeśli jednak ktoś potrzebuje więcej zabawy - powiedzmy zabawy po "brazylijsku" może iść do Oyaka - miejsca w którym może pograć w piłkę nożną, pobyć z przyjaciółmi. Oyak jest bardzo specyficznym miejscem. Jest tam jeden namiot, gdzie można spotkać osoby grające na różnych instrumentach - na gitarze, na skrzypcach, na flecie i innych. Jak oni zaczynają grać to wokół zbiera się grupa ludzi, wspólnie śpiewają, są szczęśliwi bez alkoholu, bez żadnej innej przyczyny, po prostu tylko by być ze sobą.

K.B.: Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę.

I.: Dziękuję i zapraszam do Taizé.




Mała Wiosna
Pewnie wielu z Was zadaje sobie pytanie skąd taka nazwa? Otóż słowami: "Ach, Taizé, ta mała wiosna" papież Jan XXIII określił ekumeniczną wspólnotę braci założoną przez brata Rogera w 1940 roku w małej burgundzkiej wiosce - Taizé.

www.taize.fr/pl