Józef przebaczył swoim braciom i powiedział do nich: „Nie bójcie się. Czyż ja jestem na miejscu Boga? Wy niegdyś knuliście zło przeciwko mnie, Bóg jednak zamierzył to jako dobro.”

Rdz 50,15-21

Pobierz z Google PlayPobierz z App Store

Spotkania na różnych kontynentach: Spotkanie w Nairobi 2008


Relacja oraz zdjęcia: Ela Czacka

"Wimwega mono" – "witam" w języku kikuju :-)

Podczas mojego tygodniowego pobytu w Taize w lipcu tego roku, dowiedziałam się o listopadowym Światowym Spotkaniu Młodych w Nairobi. Wtedy właśnie rozpoczeła się moja pielgrzymka zaufania. Od momentu, kiedy mój wyjazd do Afryki wydawał mi się nierealny, krok po kroku Jezus pomagał mi pokonywać różne trudności. Dzięki temu 17 listopada siedziałam na pokładzie samolotu lecącego z Amsterdamu do Nairobi.

Już na lotnisku w Nairobi, czekając w kolejce po wizę, spotkałam kilkunastu uczestników spotkania (w tym 4 osoby z Polski) . Grupa młodych afrykańczyków przywiatała nas serdecznie i zawieziono nas rozklekotanym busikiem do "Queen of Apostles" w Nairobi. Kiedy dotarliśmy na miejsce byłam pod wrażeniem tego, jak wielu ludzi od kilku miesięcy pracowicie angażowało się w przygotowanie spotkania. Wszystko było precyzyjnie zorganizowne. Samo spotkanie "Youth Meeting – Pilgrimage of trust on earth" planowane było na 26 listopada, istniała jednak możliwość przyjazdu tydzień wcześniej, aby spędzić trochę czasu z rodowitymi kenijczykami, poznać ich tryb życia, zwyczaje. W "Queen of Apostles" my – europejczycy zostaliśmy przydzieleni do poszczególnych parafii, rodzin. Następnego dnia po mnie, Marię ze Słowacji, Jaime z Hiszpanii i Katarzynę z Polski przyjechał Izaak – młody, radosny, kenijski diakon. Izaak zawiózł nas do małej kikujskiej wioski – Ndiuni, położonej niedaleko Limuru (obszar górzysty, utrzymujacy sie głównie z rolnictwa). Tam oczekiwały już na nas z wielką radością rodziny kikujskie. "Moja rodzina" mieszkała w kilku pomieszczeniach zbitych z desek. Ich warunki mieszkalne były bardzo skromne: brakowało bieżącej wody, kuchnię stanowiła okopcona chata, w której paliło się ognisko, a za łazienkę można było uznać stojącą na dworze drewnianą budkę, w której znajdowało się jedynie wiaderko z wodą. Jednak nie to było najważniejsze, bo dzięki mieszkającym tam ludziom czułam się wspaniale. Ich gościnność, serdeczność, troska i radosne usposobienie sprawiało, że miałam wrażenie, że znam tych ludzi od dawna. Byli dla mnie jak rodzina, jak najbliżsi mi przyjaciele. Każdy dzień spędzaliśmy bardzo aktywnie w gronie naszych kenijskich przyjaciół - rozmawiając, spacerując, odwiedzając znajomych czy chodząc na wycieczki.

Ludzie w wiosce Ndiuni zajmują się głównie rolnictwem, a w pracę przy gospodarstwie angażują się także dzieci i młodzież. Jednak w czasie roku szkolnego młodzi Kenijczycy bardzo pilnie się uczą. Czasami przemierzają na piechotę wiele kilometrów, aby dotrzeć do szkoły. Bardzo dobrze się złożyło, że podczas naszych odwiedzin dzieci rozpoczynały swoje ponad miesięczne, grudniowe wakacje. Dzięki temu mieliśmy szansę, aby całą grupą wybrać się razem z diakonem Izaakiem na wycieczki do The Great Rift Valley oraz do niesamowitego miejsca, gdzie siedząc na skałach The Fearing Stone roztaczał się przed nami malowniczy afrykański pejzaż.

Każdego dnia wspólnie z Katarzyną, Marią, Jaime i naszymi kenijskimi przyjaciółmi odwiedzaliśmy pobliskie chaty i zagrody. Wszędzie byliśmy przyjmowani z otwartymi rękami i sercami :-), goszczeni tym, co gospodarze mieli najlepszego. Bardzo często poczęstunek stanowiła gorąca, kikujska herbata z tłustym krowim mlekiem i cukrem oraz placki chapatte – zrobione z mąki, soli i wody. Kiedy dostawaliśmy lunch, była to zawsze ogromna, kopiasta (jak góra Kenia :-)) porcja, np. Mukimo (ziemniaki z kukurydzą). Byłam wzruszona, kiedy w jednej z uboższych chat – lepianek, staruszka ofiarowała nam trzy surowe jajka, ponieważ było to wszystko, co miała.

Ci prości ludzie autentycznie cieszyli sie naszą obecnością; tym, że mogli nas ugościć, dzielić z nami swoje radości i troski. Podanie dłoni czy pozdrowienie w języku kikuju sprawiało, że na ich twarzy pojawiał się serdeczny i przyjazny uśmiech. Ich uścisk przy powitaniu lub pożegnaniu przepełniony był niesamowitym ciepłem i dobrocią. Uczestnicząc w ich codziennych zajęciach, takich jak np. mycie naczyń, pranie ręczne, obieranie ziemniaków – rozmawialiśmy, śpiewaliśmy, śmialiśmy się. To były dla nas bardzo wartościowe chwile. Dla mnie niesamowitym przeżyciem była niedziela spędzona w wiosce kikujów. Już od wczesnego rana cała rodzina autentycznie cieszyła się tym dniem, niedzielnym spotkaniem w kościele, Eucharystią. Msza Św. trwała dwie godziny, przepełniona była śpiewem i tańcem. Wszystkie osoby obecne w kościele śpiewały, klaskały i tańczyły, radośnie uwielbiając Pana Boga. Te niedzielne spotkania są zawsze starannie przygotowywane- grupa dzieci i młodzieży spotyka sie kilka razy w tygodniu, żeby przećwiczyć różne układy taneczne, aby przygotować się do niedzielnego świętowania Eucharystii. Robią to z prawdziwą pasją, zaangażowaniem i radością. Po niedzielnej Mszy Świętej parafianie organizują różnego rodzaju spotkania dla dorosłych, młodzieży i dzieci. Następnie odwiedzają siebie nawzajem w swoich domach i modlą się razem.

Tydzień spędzony w kenijskiej wiosce był dla mnie wspaniałym i wzbogacającym doświadczeniem. Ciężko było rozstawać się z moją ukochaną kenijską rodziną, ale 26 listopada rozpoczynał się następny etap naszej pielgrzymki- Światowe Spotkanie Młodych w Nairobi. W "Queen of Apostles" zostałam przydzielona razem z Katarzyną z Krakowa do kolejnej parafii. Była to parafia w Mutomo- miejscowości położonej na obrzeżach stolicy Kenii, terenu słynącego z uprawy ananasów i kawy. Nasza nowa kenijska rodzina gościła oprócz nas jeszcze dwóch Afrykańczyków – jednego z Ugandy, drugiego z Kenii. Podczas tych kilku dni spotkania, codziennie wczesnym rankiem wyruszaliśmy razem łazikiem do kościółka w Mutomo na Mszę Świętą. Następnie z młodzieżą z różnych części Afryki odwiedzaliśmy placówki, w których ludzie dzielili się swoją wiarą. Przed godziną dwunastą przyjeżdżał po nas autobus i zawoził nas do Nairobii, gdzie zjeżdżali się wszyscy uczestnicy Spotkania Młodych.

Na spotkanie ekumeniczne w Nairobii przyjechało kilka tysięcy Afrykańczyków oraz około setki młodych ludzi z innych kontynentów. Wspólnie modliliśmy się o pokój na całej kuli ziemskiej. Łączyła nas wszystkich ta sama Nadzieja, Jezus Chrystus.

Dzieliliśmy się naszą wiarą, nadzieją, radością w rozmowach, śpiewie, tańcu, modlitwie, przedstawieniach teatralnych i różnego rodzaju warsztatach.

Dla mnie uwieńczeniem całego pobytu w Afryce była ostatnia modlitwa wieczorna, podczas której ojciec Alois rozdał ikony "Jezusa Przyjaciela" przedstawicielom różnych krajów Afryki. Był to symbol naszej przyjaźni z Chrystusem i przyjaźni, która zrodziła się między nami podczas wizyty w Kenii. Koniec spotkania ekumenicznego w Nairobi i powrót do domów nie był tak naprawdę końcem, lecz początkiem naszej przyjaźni. Rozstanie było trudne, ale pozostaliśmy w swoich sercach i modlitwach. Nasza wspólna pielgrzymka zaufania przez ziemię nadal trwa.

Poniżej znajduje się galeria zdjęć z pobytu Eli w Nairobi.
Zapraszamy do oglądania!



Komentarze (2)

Karol

A jakie bombowe wspomnienia... :) Dzieki

22 grudnia 2008, 09:25

patrycja

Ela była w Afryce! wspaniale! :)))) jejku cudowne zdjęcia i dobrze Cie na nich zobaczyć :)

15 grudnia 2008, 00:00




Mała Wiosna
Pewnie wielu z Was zadaje sobie pytanie skąd taka nazwa? Otóż słowami: "Ach, Taizé, ta mała wiosna" papież Jan XXIII określił ekumeniczną wspólnotę braci założoną przez brata Rogera w 1940 roku w małej burgundzkiej wiosce - Taizé.

www.taize.fr/pl